1 listopada 2014

Kocięta, które podbiły moje serce

Kocia mama w dniu pierwszym

Dodane przez Adria
Kategorie: Blog
Tagi: , , , ,
Komentarze: Zostaw komentarz

W Lubieszynie, w lesie jest schronisko dla bezdomnych zwierząt.

Udałam się tam, bo uznałam, że czas żałoby po moim porzednim kocie juz przeminął (3 lata), a koło domu powinien kręcić się jakiś kot.

Schronisko wygląda bardzo elegancko. Niezwykle sympatyczny, młody lekarz weterynarz zaprowadził mnie do pokoju gdzie mieszkają sobie koty. Kilka pokojów z kotami tam było. Podzielone były wiekiem. Mój kotek miał być w kocim żłobku.

Weszłam tam i zobaczyłam trzy maluszki piszczące i którego tu wybrać?!


Nieporadne w klatce sobie siedziały, przestraszone okropnie.
Te ich niebieskie ślipki wpatrywały się we mnie i mówiły „ja! ja! ja!”, „weź mnie, mnie, mnie!”

Serce miałam rozdarte. Chciałam przecież tylko jednego. Jednego!

No może ostatecznie dwa niech będą, bo będą się lepiej chować. Na tym stanęło.

Wybrałam i umówiłam się, że wrócę po nie za dwa dni.

Wróciłam, ale już wiedziałam, że nie mogę ich rozdzielić. One muszą być razem. No i są!

Kocięta są takie ciekawe co je czeka.
Kocięta są takie ciekawe co je czeka.

Kocia mama i jej trojaczki
Kocia mama i jej trojaczki


Podpisałam papierki adopcyjne, zapłaciłam symboliczną kwotę, dostałam książeczki zdrowia kociąt i przykazania, co do karmienia, szczepienia i pielęgnacji.

Zostałam zaopatrzona niczym mama-niania, albo raczej kocia mama.

Czułam się tak wzniośle i odświętnie.

Powierzono mi troje kociąt z przekonaniem o wielkiej odpowiedzialności.

Byłam taka dumna i przejęta.

Zapakowałam maluszki do koszyczka i zabrałam do domu. Podróż do domu była niezwykłym wyczynem.

Koszyczek był wprawdzie wyłożony kocykiem i przykrywka też była z kocyka. Zdawałoby się, że jest to wystarczające dla bezpieczeństwa tego piszczącego drobiazgu. 

Prowadziłam auto, a koszyk z kociętami miałam na siedzeniu pasażera. Te maleństwa były tak ciekawe wielkiego świata, że trudno mi bardzo było utrzymać w tym koszyczku wyłażące z każdej szparki koszyczka łapki, pyszczki, ogonki, albo nawet całe kociaki!

Jazda była ekstremalna! Jednak dowiozłam ten drób  jakoś do domu. 

A tu się dopiero zaczęło:

Mąż – oooo, a co to?!!

Syn – to się rusza!

Córka – ojejku ! pluszaki!

Kocięta jadą do nowego domu
Kocięta jadą do nowego domu

Popatrzyli na mnie jak na… niezrównoważoną. Kazali usiąść, zrobili herbatkę, podali soczek i piwo. Usiedli wokół jakby czekali na cudowne ozdrowienie,  a na twarzach mieli wymalowane:  – posiedź sobie, napij się i poczekaj, aż ci przejdzie. 

Tak zostałam szczęśliwą kocią mamą.

 

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

5 stycznia 2011

Fryzjer odziera z godności

Nie mam prawa robić ani mówić czegokolwiek, co pomniejsza człowieka w jego własnych oczach. Liczy się nie to, co ja myślę o nim, lecz to, co on myśli o sobie samym. Uwłaczanie godności człowieka jest przestępstwem.

                                                                                                         Antoine de Saint-Exupery

Ciekawa jestem jakie zdanie jest innych kobiet korzystających z fryzjerskich usług.

Jeśli o mnie chodzi to wyprawę do fryzjera traktuję dość poważnie i chciałabym równie poważnie być traktowana. Niestety im bardziej elegancki salon tym gorzej. W każdym panuje widoczna pazerność i traktowanie nas, klientek jak przedmioty. Objawia się to głównie tym, że my klientki, które przynoszące gotówkę jesteśmy wykorzystywane do reklamy zakładu fryzjerskiego.

Wczoraj właśnie odbyłam taką wizytę i jestem mocno zniesmaczona.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

3 stycznia 2011

No i po grypie

Dodane przez Adria
Kategorie: Blog, Rożności
Tagi: , ,
Komentarze: Zostaw komentarz

To było do przewidzenia. Szef na mój widok wcale nie zbaraniał (chociaż powinien). wręcz odwrotnie.Był tak  tak uduchowiony nowym swoim projektem, że nie wiem czy w ogóle zauważył, mój stan. Chciałam coś powiedzieć, aby uprzedzić o mojej niedyspozycji i prosić o wolny dzień…lecz dał znak ręką (jak na psa-siad!). Siedząc przed nim i pilnie notując jego wywody, plany bliższe i dalsze, nie nadążyłam ocierać kapiących z nosa na notatki kropel wodnistej wydzieliny. Zalewały one tekst, który się zacierał mimo mojego starannego bibułowania chusteczką. Po półgodzinie takiej działalności nie wiele zostało z czytelnego tekstu a szef stwierdził, że właściwie ma inny pomysł i inaczej go właśnie widzi więc zacznijmy od nowa. Jakiż on jest wspaniały – jakby wiedział do czego posłużyło to jego ględzenie. Ale pastwić się nade mną jednak nie przestał.

Wstałam i bez słowa opuściłam gabinet. Niczym nie ryzykuję. Premii mnie nie pozbawi, bo nigdy mi jej nie przyznał.

Więc wlokę się do domu na miodek z mlekiem i wyłączam telefon.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

30 grudnia 2010

Drugi dzień grypy

Dodane przez Adria
Kategorie: Blog, Rożności
Tagi: , ,
Komentarze: Zostaw komentarz

Minęło Boże Narodzenie. Prezenty podarowane. Potrawy świąteczne jeszcze  są dojadane.

Wszędzie śnieg i mróz, a ja mam grypo-przeziębienie. Mimo  tego muszę do pracy, bo praca beze mnie chyba zginie, a mój Szef chyba by zawału dostał,  a kto by mi wówczas płacił?

Garść tabletek, gorąca herbata, miód i cytryna. Łóżko!


Następny poranek.


Żyletki w gardle od rana. Może by coś zaśpiewać? Niektórzy lubią zachrypły tembr głosu. Podobno jest dosyć seksowny. Zamiast śpiewu z mojego gardła wydobył się jakiś skrzek. Oj, to nie było seksowne.

Łazienka.

Poranny spogląd w lustro……..Boże! Widzisz i nie grzmisz?!

Ręce po prostu opadły. Co nie było trudne, bo i tak ich nie mogę podnieść z powodu wszechobecnego łamania w kościach albo mięśniach – zresztą wszystko jedno w czym – opadły.

A trzeba je jednak podnieść, aby zrobić coś z tym przerażającym maszkaronem w lustrze.

To dopiero jest wyzwanie. zbieram się, jakiś róż na twarz, włosy jeden ulepek. Idę.

Może wrócę w lepszym stanie. Zawsze po spotkaniu z moim szefem czuję się jak po elektrowstrząsach. Jest nieprzewidywalny w swoich pomysłach.


Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

5 grudnia 2010

Zima

Dodane przez Adria
Kategorie: Zima
Tagi: ,
Komentarze: Zostaw komentarz

Zasypało, zawiało, zmroziło, wykurzyło i wkurzyło. Co dalej jak do tego podejść jak przetrzymać i jak przeżyć?! Każdy robi co może aby się rozgrzać nie tylko fizycznie, bo łapy marzną a uszy chyba odpadną z zimna. Proste – ładować do pieca! Co ładować? Co kto może. Jedni drewno inni koks czy węgiel a inni w "komin" ( tutaj odpowiedni gest kantu dłoni o szyję) aby tę zimność jakoś zabić. Ja mam też swoje sposoby. Do pieca mam odpowiedniego ładowacza, ale gdy muszę się oddalić od mojego pieca i jego ładowacza? Zostaję sama z wszechobecnym ziąbem i co ?… i wyjmuję mój sprzęt i działam! I co widzę? To co widzę – to po prostu strzelam!

 

Padało,  padało i napadało.

Poranek przywitał nas czystą bielą.Zdawałoby się, że  Natura zmieniła nam pościel, zmieniła suknie i przyozdobiła światłem jutrzenki.

 

  Piękna Iglasta Panna tak się zadziwiła, aż się skłoniła wstającemu Słońcu oglądając swoją nową szatę.
  Wszystkie  koleżanki strojne w białe krynoliny przeglądają się w promieniach różowego Słońca.

 

   Starej Lipie też się robi weselej widząc ten odświętny wystrój.

To będzie piękny, czysty, jasny i pełen otwartej szczerości dzień – czego życzę sobie, a przede wszystkim  moim gościom.

 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

28 listopada 2010

Fuertewentura – oaza spokoju

Zachód slońca nad Fuertewenturą

 

Majowy wypad trafił mi się jak ślepej kurze ziarno, a   potrzebowałam ciszy i prawdziwej chwili spokoju.

 

Mój szef chyba nigdy nie odpoczywa i nie uważa aby ktoś musiał. Nie ważne dla niego, że zmęczenie personelu spowoduje spadek wydajności i kreatywności. Wyeksploatowany model po prostu wymieni się na lepszy(!)a czasy są takie, jakie sami wiecie.

To już nie jest  wyścig szczurów –  to jest gonitwa szczura za własnym ogonem, aż do zgonu…

Byłam u kresu wytrzymałości, kiedy odkryłam, że będzie kilka dni wolnego, bo mój boss musi nas z żalem opuścić i udać się w podróż służbową. Co za ulga. Mój mózg resztką energii zaiskrzył i dał sygnał: WYPAD! I to szybko i możliwie najdalej aby żaden telefon szefa nie mógł mnie sprowadzić  z powrotem.

 

 

 

 

Wypadło na Fuertewenturę. Dlaczego?

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj


user-avatar
Dziś jest sobota
1 października 2016