user-avatar
Today is niedziela
20 maja 2012

17 kwietnia 2012

Od serca

by Adria — Categories: Blog — Tags: , , , , , 1 Comment


„Teraz gdy nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie”  - John Fitzgerald Kennedy

 

  To pełne dramatu stwierdzenie dopadło mnie, kiedy leżąc podczas przymusowej rekonwalescencji pooperacyjnej, miałam czas na zatrzymanie się i przemyślenia inaczej niż zwykle. Nie znaczy, że na co dzień nie mam przemyśleń, ale zwykle proces ten odbywa się w pośpiechu życia i codziennych różnych „musików”. Codzienny pęd do przodu zostawia za sobą smugę skotłowanych, trafionych i zatopionych obowiązków, zadań. Wypowiedzianych  zdań z sensem i bez, deklaracji z pokryciem i bez,  konfliktów interesów osobistych z interesami naszych bliskich i  tych osób, z którymi mamy do czynienia na co dzień planowo lub przypadkowo.

  Przypomniało mi się co napisał do swoich przyjaciół chory na raka Gabriel Garcia Márquez:

„Gdyby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię. Nie powiedziałbym wszystkiego o czym myślę, ale przemyślałbym wszystko, co powiedziałem. Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie. Przekonywałbym ludzi, że warto zakochać się na starość, bo starzejemy się właśnie dlatego, że unikamy miłości. Jutro nie jest gwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Dlatego nie zwlekaj, powiedz bliskim, że ich kochasz, zrób dzisiaj coś dobrego dla innych i dla siebie. Ludzie chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w drodze pod górę”

  Jak dobrze, że nie jestem jeszcze na wierzchołku góry, tylko na jakieś półce skalnej, skąd mogę obejrzeć się na minioną wspinaczkę. Przemyśleć wszystko co powiedziałam, przewartościować swoje nastawienie do otoczenia. A także spojrzeć w górę z nadzieją, że do wierzchołka mam może jeszcze kawałek drogi, na  której moje Szczęście wreszcie zauważę.

  

  Zatrzymam się wtedy przy nim i zwolnię swój bieg delektując się tym Szczęściem Napotkanym, aby razem z nim dotrzeć na sam szczyt.
Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

28 lutego 2012

Wiosennie i kosmato

by Adria — Categories: Blog — Tags: , , , , , , , , , Leave a comment


Jest luty jeszcze.

Zima jakaś niezdecydowana jest. Wiadomo powszechnie, że nieobecni głosu nie mają.

Więc  kto przy głosie? Wiadomo –  nasza wiosna! Moja, Twoja, i pąków, i świergotów wszelkich.

Słońce dzisiaj pięknie nas  ogrzewa. Nie tylko słońce. Grzeje nas nadzieja, że to już ta  właśnie ta wiosna.

Najważniejsza, bo zatańczymy razem w chmurach uniesieni ciepłem słońca i naszych serc tęskniących do gorącego lata.


A oto dowody na nieuchronny koniec zimy.

Oczar wiosenny

Oczar jako pierwszy zakwita i jest dowodem na to, że zima musi odejść!

Kotki wierzbowe

Kotki kosmate już są –  a do Wielkanocy jeszcze daleko

Przebiśniegi

Te dzielne, białe maluszki dużo się nie napracowały w tym roku przy odgarnianiu śniegu 

Magnolia

Z  kosmatego pąka wyłoni się piękny kwiat magnolii, który  budzi się powoli i z drżeniem czeka na eksplozję pod grzejącym słonkiem.

 

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

10 grudnia 2011

Im dalej od brzegu tym bliżej Boga

Oto mój neoficki chrzest bojowy

 

 Równika jeszcze nie przekroczyłam, ale „bibere et navigare” mam już opanowane niemal do perfekcji, co było niezbędne przy montowaniu obecnego tu świadka tego niezwykłego zdarzenia w postaci zamieszczonego poniżej fotoklipu. 

Przyjaciele nieźle mi w tym pomagali – tylko to bujanie pozostało i szum w uszach, który uwieczniony został tu właśnie. 

 

Film urywał się wielokrotnie i musiałam nieźle popracować nad odtworzeniem wydarzeń, no ale od czego są przyjaciele…

 

Ten slideshow mogłam zmontować dzięki tym co  powrócili…

 
  Główny bohater wydarzeń uwiecznionych na tych kadrach wypowiedział się trochę w przypływie „rozmiękczenia” i powiedział:

„Dla mnie te fotki przedstawiają „uroki”, a czasami grozę marynarskiego pływania.

Trzyma nas w nadziei i sił dodaje stare powiedzonko marynarskie -

im dalej od brzegu tym bliżej Boga” i chyba oglądając ten pokaz można sobie je przytoczyć.

Samo kiwanie w takich sztormach nie jest najważniejszym problemem. Gorzej bywa gdy
dopada nas ciężki sztorm i trzyma kilka dni, bo wtedy człek nie może się wyspać pomimo obłożenia się w kojcu kocami z obu stron, dla uniknięcia turlania z jednego na drugi bok.

W kuchni cook balansuje między garami, które zsuwają mu się z płyty kuchennej i stara się cokolwiek  sklecić dla zgłodniałej braci marynarskiej.

Przeważnie kończy się na 1-garowym daniu, z którego stewardzi serwują przeważnie zawiesisty krupnik na podrobach lub jakieś inne kaloryczne danie.

A wiadomo przecież,

że prawdziwemu marynarzowi choroba morska objawiała się zwiększonym apetytem.

Mimo całej grozy z jaką spotykają się marynarze na morzu, nic nie zatrzyma dłużej na lądzie mimo, że ukochana  małżonka pieszczotliwie bełta do snu wodę w wannieaby imitować brakujący poszum morza ;)

Tutaj autor tych opowieści zapewnia, że z tą wanną to jest tylko drobny żarcik marynarski i nic nie ma wspólnego z prawdą:)

Najważniejszy jednak jest nie tylko brak poszumu morza, posmaku soli i łagodnego rozkołysu, który powodował, że raz horyzont był w linii
z krawędzią bulaja, a drugi raz tylko niebo wypełniało widok na świat…


To tęsknota do powrotu pod błękitny dach i wielka miłość, która  ciągnie w morze do bieli bałwanów i fal ogromnych, do granatowej toni, do silnego wiatru i żywiołu, 

                                     ” który wciąż nas gna do postrzępionych palm i milczących złotych plaż„.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

26 listopada 2011

Właśnie nauczyłam się pływać

by Adria — Categories: Blog1 Comment

 

Jak dobrze mieć przyjaciół, którzy znają ciebie lepiej niż ty sama siebie.

Możesz się o sobie dowiedzieć niejednego ciekawego szczegółu.

Dowiedziałam się właśnie, że umiem pływać po morzach i oceanach. 

 

 

fot. Matthewpine

 

 

Skoro tak, to powinnam to kontynuować jakoś….Dobrze jednak temu dobrze nie wróżę.

Utrzymałabym się na powierzchni wody pewnie tylko do pierwszego zakrętu lub …. PIERWSZEJ GÓRY LODOWEJ.

Już zakończył życie swe,
Oparł dziób o stromy brzeg.
Rejsu kres wyznaczył czas i morza gniew.
Już pozostał tylko ślad
Żagli, które targał wiatr.
Nie zawiodą go już więcej na swój szlak.Tam gdzieś czeka na nas znów
Żagli biel i silny wiatr.
Tam gdzieś czeka żywioł, który wciąż nas gna.
Gdzieś do postrzępionych palm,
Do milczących, złotych plaż.
Stary wrak na pokład już nie weźmie nas.Dzielny był przez tyle lat,
„Czarnej Kuli” nosił znak.
Imię jego wśród liniowców każdy znał.
Gdy na cumach w porcie stał,
Smukłe linie, piękny kształt.
Każdy morze razem z nim zdobywać chciał.Płynąć tam, gdzie czeka znów
Żagli biel i silny wiatr.
Płynąć tam, gdzie żywioł, który wciąż nas gna.
Gdzieś do postrzępionych palm,
Do milczących, złotych plaż.
Dziś na pokład stary wrak nie weźmie nas.To wędrówki jego kres,
Skończył się już żagli wiek,
Nie powrócą pod błękitny nieba dach.
Tylko w sercach naszych trwa
Do żaglowców z tamtych lat
Wielka miłość, która w morze ciągnie nas.

Chcemy płynąć tam, gdzie znów
Żagli biel i silny wiatr.
Chcemy płynąć w żywioł, który wciąż nas gna.
Tam do postrzępionych palm,
Do milczących, złotych plaż.
Stary wrak wciąż pływać będzie w naszych snach.

 

To nie znaczy, że mam coś przeciwko. Wręcz przeciwnie –  ciągnęło mnie zawsze marzenie do bezkresnych morskich horyzontów.

Pewnie gdybym nie była taka miękka i umiała postawić się swoim konserwatywnym rodzicom,

 to zamiast pielęgniarką zostałabym co najmniej „majtką” na pięknym czteromasztowym brygu.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

9 października 2011

IMG_0367

Piękną wiosnę mamy tej jesieni

 

 

 

  

        O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
        I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
        Dżdżu krople padają i tłuką w nasze okno…
        Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną 
                 I światła szarego blask sączy się senny…               O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…

   

Mówił tak kiedyś poeta Leopold Staff.

Mówił tak bo nie miał zielonego pojęcia, że opisywał nasze  szczecińskie lato.

W tym miejscu można odbiec myślą, jak było – niczym w tym wierszu pana Leopolda.

Za to teraz,

za to obecnie,

kiedy już jesień nastaje i mamy te piękne jesienne barwy, to piękne słońce i ciepło

Inny Poeta, innymi oczami, inną jesień widzi i inaczej by to ujął.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

1 września 2011

Szczęście ma kilka twarzy

  Podstawowy zestaw składników szczęścia: przyjaźń, miłość, pieniądze, zabawa – zestaw hedonistyczny, charakterystyczny dla kultury zachodniej.

  Więcej, szybciej, okazalej, bezczelniej, stłamsić konkurencję.

  Coraz bliższa jest nam wizja świata, w której stwierdzamy, że szczęście jest najważniejsze a cierpienie nie do zaakceptowania. W imię tak pojętego szczęścia gonimy, depczemy, tratujemy. Codzienne działania nasze mają jeden cel: by na co dzień korzystać z różnorodnej rozrywki, wyjeżdżać na ciekawe wakacje, po prostu bawić się.

  Po latach powojennej izolacji zachłystujemy się dostępem do cywilizacji, która daje nieograniczone niemal możliwości na realizację pomysłów na miłe i szczęśliwe spędzanie czasu. Tak jest w kulturze zachodniej, do której i my Polacy już się zaliczamy. Ciągle czegoś szukamy, porównujemy się nawzajem, a to co jest w zasięgu ręki już nie cieszy. Nie umiemy kontemplować naszych codziennych radości i szczęścia.

  Inaczej jednak szczęście pojmują Afrykańczycy, dla których szczęściem może być łyk zaczerpniętej wody ze źródła lub przyprowadzenie bydła z pastwiska, a poziom rozwoju cywilizacyjnego nie jest dla nich wykładnią szczęścia. Znamy wielkie problemy Afryki i wiemy, że zdobycie tam miski ryżu czy kubka wody graniczy z cudem, lecz potrafią się cieszyć na co dzień i mogliby nas wiele nauczyć w tej kwestii.

  W Ameryce Łacińskiej natomiast nigdy nie panowała koncepcja życia polegająca na ciężkiej pracy. Dominuje tam beztroskie  tu i teraz, przyjemności nie odracza się na później. Panuje przekonanie, że każdy, czy ma buty czy ich nie ma, może być szczęśliwy. Każdą uciążliwość potrafią obrócić w zabawę

Jeszcze bardziej odmiennie swoje szczęście odczuwają Wietnamczycy. Pracują po 10-12 godzin dziennie i nie jest to dla nich ciężką koniecznością, lecz satysfakcją. Jest to dla nich szczęściem, poczucie czerpania zadowolenia z życia.

Jest to przykład eudajmonii odwrotności hedonizmu charakterystycznego dla Europejczyków. Eudajmonia – postawa życia, dominująca wśród narodów Dalekiego Wschodu – doskonalenie siebie i czerpanie satysfakcji z tego co robią. Źródłem ich szczęścia jest filozofia buddyjska. Szczęścia szukają w spokoju i wyciszeniu a nie w przyjemnościach, które są ulotne jak bańki mydlane.

  A czy my goniąc za zabawą i szczęściem znajdujemy to czego szukamy i 0 co nam właściwie chodzi?

  Czy na dnie naszego ja, znajdujemy to upragnione uczucie szczęśliwości, poczucie właściwej drogi do celu?

Każdy z nas po cichu przyzna się, że jest jakiś niepokój, że to jeszcze nie to. Czujemy się jeszcze niespełnieni w naszych dążeniach, brak zadowolenia z dobrej zabawy, po której zostaje jakiś moralny kac, że za mało było. Trzeba więc się postarać bardziej, dłużej popracować, więcej zarobić, zniszczyć tego, który nam w tym przeszkadza. Często płacimy bardzo wysoką cenę za tę „niedzielę”, z którą jak nadejdzie nie wiadomo co zrobić. Dlaczego tak jest? Zadał sobie ktoś takie pytanie? Czy tylko kosztem czasu, napięcia, skrzywdzonych przez nas bezwiednie, kochanych ludzi wiedzie droga do naszej krainy szczęśliwości?

  Zapędzamy się w ślepą uliczkę goniąc co raz szybciej. Ogarnia nas początkowo niepokój , a w miarę upływu czasu zamienia się w lęk, że nasz cel właściwie się oddala, bo mimo, że są pieniądze, że jest wszystko w zasięgu ręki i każda wycieczka dochodzi do skutku, nie daje zadowolenia, nie daje poczucia tego szczęścia, którego szukamy.

Czego więc szukamy?

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

15 sierpnia 2011

Festiwal fajerwerków dzień 2

by Adria — Categories: Blog, RożnościLeave a comment

Dzisiaj prezentuje się Chorwacja.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

14 sierpnia 2011

Festiwal fajerwerków

by Adria — Categories: Blog, Rożności — Tags: , , , Leave a comment

Pyromagic na Wałach Chrobrego

  W festiwalu tegorocznych fajerwerków wzięły udział reprezentacje z Chorwacji, Czech i Australii.

Dzisiaj przedstawiam pokaz czeski. Na australijski się niestety spóźniłam z powodu ogromnych korków i tragicznych tłumów prących na ten pokaz. Więc australijskiego zapisałam tylko finał.

Nie wiedziałam, że w Szczecinie jest tyle ludzi w ogóle. Na co dzień gdzieś się ukrywają.

Chorwacki będzie dopiero następnego dnia.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

14 sierpnia 2011

Letni spacer

by Adria — Categories: Rożności1 Comment

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj

11 sierpnia 2011

Rajski ogród

Kwiaty są pięknymi słowami i hieroglifami natury, którymi daje ona nam poznać, jak bardzo nas kocha. (Johan Wolfgang Goethe)

Muzyką oddajemy namiętność, miłość i tęsknotę do wolności i natury.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Poleć
  • Twitter
  • Drukuj
© 2012 Moje podróże All rights reserved - Wallow theme v0.46.5 by ([][]) TwoBeers - Powered by WordPress - Have fun!